.

.

Blog o wszystkim

Ten blog będzie o wszystkim. Zachęcamy Państwa do publikacji swoich opinii, przemyśleń i artykułów.

 

.

Tutaj będziemy publikować listę Państwa"ulubieńców" znanych z mediów

(czekamy na nowe nazwiska, opisy i głosowanie)





Daniel Wieleba (5843) ( a mnie to lotto)

Zygmunt Chajzer (5740) ( bielszy odcień bieli)

Krzysztof Ibisz (5811) ( niczego nie potrafię to popracuję w tv)

Agata Młynarska (3094) ( jestem z Wami ale troszke ponad )

Kinga Rusin (2953) ( patrzcie na mnie, jestem wspaniała )

Michał Milowicz (1399) ( jestem aktorem )

Kazimierz Marcinkiewicz (3254) ( yes, yes, yes )

Tadeusz Cymański (3911) ( uwielbiam się słuchać )

Tomasz Jacyków (7004)

Daniel Olbrychski (2965) ( a ja jestem wielkim aktorem )

Hanna Bakuła (2455)

Michał Bajor (1804)

Bracia Mroczkowie (1913)


- Dziękujemy za nadsyłanie swoich głosów i przesyłanie nowych nazwisk:)

- dla zainteresowanych tworzeniem tej listy i głosowaniem podajemy adres: artcollections@artcollections.pl

- głosy można przesyłać raz w tygodniu na maksimum 3 osoby.



 

.

Handel sztuką i nie tylko

Myślę, że twórczość jako działanie pochodzi z czystego absolutu, czyli stamtąd, skąd przybyliśmy na ziemię i gdzie nadal "mieszka" największy z Twórców, zwany przez niektórych z nas i przez różne religie Bogiem. W świecie tym nie używa się narzędzi w naszym rozumieniu, bowiem jedynym czego tam trzeba do tworzenia jest myśl. W odróżnieniu od innych stworzeń, tylko my jako dzieci, a raczej potomkowie owego Boga, otrzymaliśmy zdolność myślenia, by tutaj z pomocą tejże myśli kontynuować jego twórcze dzieło. Toteż już w najstarszych wykopaliskach znaleźć można różne przedmioty, które obecnie są dowodem na to, że twórczością zajmujemy się od zawsze. Od tamtych czasów nic w tej kwestii nie zmieniło się - nadal tworzymy używając do tego myśli, bowiem wszystko co tutaj stworzyliśmy poprzedzone było myślą. Czy wszystko co tworzymy jest dobre? - niekoniecznie, ale to temat na zupełnie inne rozważania.

Tak, jak niemal każdy rodzic pragnie dla swego dziecka, aby ono dorównało mu we wszystkim co posiadł ( we wzroście, wyglądzie, bogactwie, zdrowiu, mądrości, zdolnościach, etc. ), tak ten którego zwiemy Bogiem pragnie dla nas, abyśmy mu dorównali albo go nawet przerośli, bo jedynie za naszym pośrednictwem może on doświadczać swego dzieła. Bowiem w świecie absolutu - potencjalności wszystkiego - można być tylko doskonałym, więc doświadczanie swego stworzenia nie jest tam możliwe. Tylko tutaj ( na ziemi ) istnieje względność. Więc aby doświadczyć dobra, musi istnieć zło; aby doświadczyć góry, potrzebny jest dół; aby doświadczyć ciepła, musimy wiedzieć czym jest zimno; itd. dlatego też ziemia jest tak wyjątkowo dobrym miejscem dla tworzenia, a jednocześnie doświadczania naszej twórczości.

Ziemską twórczość - a jest to jedyne zajęcie, które powinno być sensem naszego tutaj życia - można przyrównać do urodzin, choć może trafniejszym przyrównaniem byłoby poczęcie czy zapłodnienie. Tak, akt tworzenia przypomina zapłodnienie, którego owocem staje się dziecko. Takim dzieckiem, dla każdego z nas, jest owoc naszych umiejętności. Na świecie spotykamy różne umiejętności - jeden potrafi gotować, a inny tworzyć samoloty, jeszcze inny potrafi malować, sadzić drzewa bądź opowiadać bajki.

Dla malarza, poety, kompozytora zapłodnieniem jest jego dzieło, a dzieckiem staje się wówczas, kiedy ktoś je nabędzie. Ktoś, kto dostrzeże w owym dziele więcej wartości użytkowej ( duchowej ), niż za nie zapłaci. Toteż zakupem np. malarstwa powinni zajmować się tylko Ci, których taki nabytek "wzbogaci". I nie mam tu na myśli wartości materialnej owego dzieła, ale wartość duchową, która jest sposobnością do "stawania się", do wzrostu. Oczywiście wartość jest wartością samą w sobie i dzieło zawsze zachowa ową materialną wartość, bez względu na osobę kupującą - ale i marszandzi i artyści zawsze wolą nabywcę, dla którego wartość materialna dzieła jest rzeczą drugorzędną.

Dlaczego, kto i kiedy zaczyna poszukiwać piękna w twórczości innych ludzi? - odpowiedź jest jedna: ludzie bogaci w pieniądze lub w inteligencję. To właśnie bogactwo skłania ich do poszukiwania czegoś, czego jeszcze nie mają, ponieważ zaczynają dostrzegać własne ubóstwo właśnie w tym miejscu; w miejscu styku materialności z duchowaścią. Ludzie bogaci mają wiele potrzebnych i zupełnie nie potrzebnych przedmiotów, jednak w pewnym momencie dostrzegają, że owe przedmioty są bezduszne, martwe i nie dające pełnej satysfakcji z faktu bycia bogatym, to właśnie wtedy zaczynają poszukiwać czegoś, co jest duchowe lub do duchowości prowadzi. I wielka chwała im za to ! Bo to dzięki nim twórczość jest "karmiona"; nie popada w byle jakość i nie ginie. I to jest powód, dla którego nie jestem przeciwny bogactwom i nie sądze, aby bieda była duchowa, potrzebna, szlachetna lub godna czci i pochwały.

Bycie bogatym jest jedną z najwyższych powinności człowieka i to nie w żadnym metaforycznym znaczeniu. Bowiem prawdziwe bogactwo nie oznacza umiejętności cieszenia się z posiadania niewielu rzeczy lub rzeczy byle jakich. Każdy człowiek powinien mieć to wszystko, przez co rozwija się duchowo, umysłowo i fizycznie, a nie dojdzie do szczytu swoich talentów i możliwości będąc biednym. By żyć pełnią życia potrzebujemy dobrego jedzenia, schronienia, wygodnych ubrań; możliwości czytania książek, podróżowania, intelektualnego towarzystwa, otaczania się dziełami sztuki, miłością i pięknem, jakie jesteśmy w stanie spożytkować i docenić. Natura kieruje się w tym względzie jednym prawem, a jest nim ciągły rozwój oraz osiąganie pełni swoich możliwości - czyli obfitego i pełnego życia. Dlatego najlepszym co możemy zrobić, to poświęcić więcej uwagi sztuce bogacenia się, bowiem dzięki bogactwu mamy możliwość lepszego wypełniania obowiązków wobec siebie, Boga i całej ludzkości.

Czym są Galerie obrazów? - dla mnie to nic innego jak sklep, w którym pojawia się sposobność spotkania "ducha z materią", bowiem w galerii sprzedaje się coś, co posiada "duszę". Kiedy idziesz do sklepu z mięsem, pietruszką lub rowerami nie mówisz, że ten towar ma w sobie "coś". Mówisz tak, kiedy patrzysz na obraz. Owo "coś" - to właśnie "dusza" obrazu, która przyciąga twój wzrok, twoją prawdziwą duszę. One natychmiast się dostrzegają wibrując jednym rytmem. To owo "coś" odróżnia właśnie obraz od roweru. Często - szczególnie kiedy kupujesz pierwszy obraz - mówisz:...... przecież ja się nie znam na malarstwie......zakładając, że ktoś inny się na tym zna. Ale uwierz mi, nikt się na tym nie zna lepiej niż ty.

Patrząc na obraz widzisz, że artysta zawarł w nim swoją wizję świata dla ciebie, która miała dla niego pewne wewnętrzne znaczenie i jeśli potrafisz to dostrzec (niekoniecznie nazwać ) to jego praca osiągnęła cel. Bowiem jego zamiarem było tworzenie również "czegoś" w twoim wnętrzu, abyś odnalazł wielką poezję w prozie swojego życia, abyś na chwilę zatrzymał działanie swego umysłu i skorzystał z okazji bycia w świętej chwili ciszy. Ta chwila, to posmak medytacji, uważności i świadomości. Kiedy tego właśnie doświadczysz, staniesz się pełen błogości i zrozumiesz po co kupujesz ten obraz - rozumiejąc również lepiej owo "coś" oraz siebie samego.

Dostrzeganie piękna w malarstwie, poezji czy muzyce nie jest żadną specjalną cechą daną tylko garstce ludzi ze specjalnymi kwalifikacjami, wykształceniem w tym kierunku. Nie jest też talentem - talent mają poeci i malarze i to im jest on potrzebny. Dostrzeganie piękna to kwestia wiary w swoje możliwości, kwestia zrozumienia, że nikt inny (nawet "znawca" - szczególnie on) nie widzi lepiej niż ty, ponieważ nikt nie jest w twoim sercu i nie wie co tobie jest potrzebne, czego potrzebujesz aby doznać olśnienia. Kiedy staniesz się tego pewny - staniesz się swoim mistrzem i tylko twoje widzenie będzie miało właściwą perspektywę i wgląd. To prawda, że wymaga to trochę czasu, ale nie ma innego sposobu, aby nie czuć się gorszym od "znawców". Kiedy tego dokonasz, twoja świadomość będzie wzrastać i już nie tylko będziesz potrafił dostrzegać piękno w obrazach czy rzeźbach, ale również w samym życiu, a będąc wrażliwym zyskasz niezależność i poczucie, że odzyskałeś siebie i świadomość tego, Kim właściwie jesteś !

Tak naprawdę wykształcenie, które z takim trudem zdobywają "znawcy", przeszkadza im w widzeniu, gdyż uwypukla nic nie znaczące dla wglądu drobiazgi i wszystkie te bzdury, których nauczono ich na niepotrzebnych nikomu uczelniach. Trening, jakiemu poddano ich w trakcie studiowania sztuki pozbawił ich tego, co masz ty - świętej nie-wiedzy, wrażliwości i autentycznego, osobistego wglądu. Teoretycy sztuki zwani "znawcami" są bardzo biegli w niszczeniu wszystkiego, co piękne - swoją wiedzą, komentarzami i opiniami. Sztukę czynią tak ciężką, napchaną różnymi teoriami, że w ich obecności nawet najpiękniejsze malarstwo, poezja czy dzieło literackie staje się nie-artystyczne. Oni nigdy nie odczuwają sztuki - oni poznali tylko teoretyczną wiedzę na temat budowy dzieła i usiłują ją nam sprzedać. Ale ta wiedza jest tylko im potrzebna, aby mieli z czego żyć. Więc prześcigają się w wymyślaniu słów, którymi starają się określić i "zaszufladkować" pracę artysty. A dzieła tego wcale nie potrzebują, nie potrzebują też tego malarze, poeci i tancerze, ponieważ to ich nic nie obchodzi. Oni nawet nie wiedzą w "jakim stylu" malują, piszą lub tańczą. Nie jest im potrzebna ta wiedza.

Kiedyś przez dwa miesiące pracowałem jako statysta i epizodysta w różnych filmach. W tym czasie napatrzyłem się tyle na technikę tworzenia filmu, że przez następne dwa lata nie mogłem chodzić do kina, ponieważ nie potrafiłem już oglądać ( stałem się "znawcą"). Żaden aktor czy reżyser nie potrafił mnie na tyle "oszukać", abym uwierzył, że to co widzę w kinie dzieje się naprawdę. A przecież po to właśnie chodzi się do kina, po to, aby dać się oszukać i przez te półtorej godziny zapomnieć, że to tylko film. Aby w trakcie oglądania wzruszać się, bać lub pękać ze śmiechu.

Oglądanie filmu tylko wtedy staje się "romansem", kiedy na chwilę zapominamy, że jest dziełem sztuki, że jest filmem. Nie da się reagować spontanicznie, jeśli się wie, że to tylko film i zna się wszystkie techniczne sztuczki jakie zastosowano przy jego powstawaniu. Wiedza to nie mądrość, więc tylko przeszkadza w romansowaniu ze sztuką. Owszem, wiedza pozwala na poznanie techniki budowania dzieła, na poznanie poglądów innych ludzi, ale nie na wgląd i tworzenie własnych poglądów. Człowiek posiadający cudzą wiedzę niszczy sztukę. Jest wyuczony, sam siebie nazywa znawcą, ale prawdziwy wgląd, zachwyt i błogość są czymś tak dalekim od wiedzy, że nie ma dla niego żadnej możliwości na spotkanie...... na prawdziwy romans ze sztuką - romans, który jest niezbędny w bliskości, która zawsze towarzyszy obcowaniu z obrazem, rzeźbą, filmem lub poezją.

W trakcie pracy w filmie, o której tu mówiłem, miałem przyjemność "zagrać" epizod ze znakomitym - moim zdaniem - aktorem i człowiekiem, jakim jest Pan Bogusław Linda. Piszę tutaj o tym, aby powiedzieć jeszcze o odwadze, która charakteryzuje wytrawnych kolekcjonerów - choć to nie jedyna cecha. "Graliśmy" wtedy ( to znaczy on grał, a ja udawałem) w filmie "Quo Vadis" Poznałem go jako człowieka, który ( jak mędrzec ) nie pytany, niewiele mówi - natomiast kiedy jest o coś pytany - mówi z pełną szczerością i odwagą to, co na dany temat myśli. Dlatego też odwaga - obok bogactwa - jest tak ważną cechą, której potrzebujemy, aby romans ze sztuką stał się sposobem ekspresji człowieka poszukującego drogi do realizacji całego potencjału jakim dysponuje.


Edmund Berg

 

.

Milion (1 000 000 PLN) za 1750 zł
Kiedyś, kiedy monety produkowano jeszcze ze złota i srebra - pieniądze były warte tyle, ile na nich napisano, że są warte. Dzisiaj - zakładając że mamy do czynienia z banknotami, a nie pieniądzem elektronicznym - milion złotych to 5 kg papieru ( czyli 5 tys. banknotów o nominale 200 PLN ). Koszt produkcji jednego zadrukowanego papierka (zwanego pieniądzem) wynosi około 0,35 zł (*), co w pewnym uproszczeniu znaczy, że milion wart jest 1750 zł. Piszę o tym dlatego, aby wykazać, iż powiedzonko typu "pieniądze szczęścia nie dają" nie jest zupełnie bezpodstawne, ponieważ pieniądze jako takie rzeczywiście wielkiej wartości nie mają, za to kupowane za nie przedmioty sprawiają nam często wielką frajdę.


Co zatem się dzieje, że kiedy idziemy do supermarketu i wypełniamy pełen kosz ulubionymi przez nas towarami, pani przy kasie na widok jednego takiego papierka wydaje nam wybrane przez nas przedmioty i często daje nam jeszcze monety i inne banknoty zwane resztą? Jakby tego było mało ochroniarz, którego zadaniem jest czuwanie nad majątkiem właściciela sklepu, widząc, że podaliśmy pani papierek, przepuszcza nas z uśmiechem przez bramkę ponieważ wie, że po miesiącu pracy on również otrzyma część tych papierków zwanych wynagrodzeniem.


Czy więc te papierki są zaczarowane? Nie, papierki te - zwane pieniędzmi - same w sobie rzeczywiście nie mają wielkiej wartości, jednak my - ludzie nadajemy im wartość, ponieważ wyrażają one energię. Inaczej mówiąc - są energią, którą wypełniony jest cały wszechświat. Więcej !! - cały wszechświat zbudowany jest z energii. Nie ma bowiem niczego ( od białego sera po statek kosmiczny ) co energią by nie było. Co zatem stoi na przeszkodzie, abyśmy byli w jej posiadaniu ? Abyśmy mieli jej tyle, by żyć godnie i wyrażać cały swój potencjał dla własnego i ogólnego dobra?


Odpowiedź jest prosta - przeszkodą jesteśmy my sami, a ściślej mówiąc to, co myślimy o sobie, o pieniądzach, o otaczającym nas świecie. W trakcie tak zwanego wychowania, kształcenia i przystosowania do życia wmawiano nam, że pieniądze nie zastąpią zdrowia, miłości, przyjaźni, etc. Owszem, nie zastąpią, ale po co mają zastępować? Czy nie można być jednocześnie zdrowym i bogatym, kochanym i hojnym, szczęśliwym i współodczuwającym? A może prawdą jest, że pieniądze są brudne, pierwszy milion trzeba ukraść, pieniądze nie leżą na ulicy i nie rosną na drzewach? Nieprawda - leżą na ulicy i rosną na drzewach, tylko my już nie dostrzegamy tego.


Wyobraź sobie, że jesteś kosmitą (zresztą po co sobie wyobrażać - czytaj artykuł "Obraz i Kosmita") i na planecie z której przybywasz nie ma roślinności. Idziesz sobie drogą i rozglądasz się, nagle spotykasz fabrykę. Stoi ci ona przy tej drodze wielka jak biblioteka. Produkuje jabłka, tlen, cień i kto wie, co jeszcze? Sprawdzasz, a ta fabryka nie jest zasilana żadnym prądem, ani przewodowo, ani bezprzewodowo. Na dodatek, po wnikliwych badaniach dowiadujesz się, że "zbudowała się sama" z małego okruszka, które tu nazywane jest ziarenkiem. Ten maleńki okruszek zawiera w sobie pamięć i miliony danych, które powodują, iż wie ono że jest ziarenkiem jabłoni, a nie kasztana i wie również, że kiedy nie zerwane jabłko rozpadnie się, ma wpaść do ziemi, by z niego "zbudowała się " nowa fabryka. Więc nawet kosmita wie, że jabłka zerwane z fabryki, która nic nie kosztuje, można sprzedać - wymienić na pieniądze. Co do pieniędzy leżących na ulicy - to sam tydzień temu znalazłem 200 Euro na Chmielnej, na ulicy-deptaku, po której przechodzi dziennie dziesiątki tysięcy ludzi. Zresztą szkoda czasu na obalanie tych powiedzonek, ponieważ nie są prawdziwe i każdy, kto nieco pomyśli to zrozumie.


Osobiście znam człowieka, który w latach 1998 - 2000 - gdyby chciał - mógłby zrobić ogromny majątek na "zwykłej rozmowie". No może taka zwykła to ona nie była, bo po kilku takich "rozmowach" chorzy stawali się zdrowymi, biedni bogatymi, a brzydcy przystojniakami. Nie mniej były to "tylko rozmowy", dzięki którym całkiem sporo z tych "rozmówców" jest dzisiaj w ścisłej czołówce najbogatszych ludzi w kraju. Człowiek ten, mimo że nie żądał zapłaty za spędzony na tych rozmowach czas, otrzymywał od wdzięcznych rozmówców ogromne kwoty pieniędzy, a raz nawet dostał samochód marki BMW. Niestety zdecydował, że rozmowy te zabierają mu zbyt wiele czasu, wyjechał więc do Indii, aby tam medytować i znaleźć sens życia. Po jakimś czasie wrócił do kraju i teraz, kiedy potrzebuje pieniędzy, siada na kilka godzin przed komputerem i pracuje (na rynku finansowym), zarabiając w tym czasie od kilku do kilkunastu tysięcy, co pozwala mu na to, aby pracować nie więcej jak 2 - 3 dni w miesiącu. Z tego przykładu wynika, że pieniądze są wszędzie i wszystko zależy tylko od nas - od naszej świadomości.


Gdzie zatem leży przyczyna tego, że większość ludzi na świecie jest uboga?
Myślę, że przyczyn jest tyle co ludzi, ponieważ każdy z nas jest inny. Mamy inne doświadczenia, poglądy, przekonania, itd., nie mniej jestem przekonany, że wszystkie przyczyny - zarówno bogactwa jak i ubóstwa - są w nas. Stan ten nie jest zależny od środowiska, bo gdziekolwiek by nie spojrzeć, biedni i bogaci żyją obok siebie, często wykonując te same zawody. Oczywiście, że niektóre ze środowisk są bardziej sprzyjające od innych, ale jeśli dwoje sąsiadów wykonuje ten sam zawód i .... jeden jest bogaty, a drugi biedny?.... Znaczy to, że bogacenie się lub ubóstwo wynika z nas samych, z naszego stanu umysłu. Można oczywiście zarzucić postawionej tu tezie, że na przykład - bogaty sąsiad jest oszczędny, a biedny jest rozrzutny. Ale co w takim razie zrobić z bogaczami, którzy szastają pieniędzmi na lewo i prawo i nadal są bogaci? Nie, to nie trzyma się kupy. Tak samo zresztą jak inne zarzuty tego typu, że to sprawa talentu, umiejętności, mądrości, wykształcenia, siły fizycznej czy błyskotliwości. Oczywiście każda z tych cech ma jakieś znaczenie, ale posiadaczami tych cech są zarówno bogaci jak i biedni, więc to nie w tym rzecz. Może więc teza, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy leży w naszym umyśle? Może koncepcja, że umysł jest twórczy jest prawdziwa?


Wszystko co istnieje na tym świecie stworzone jest z energii i nie ma żadnych ograniczeń dla nikogo w dostępie do jej zasobów. Tak więc nie ma człowieka, który jest biedny z tego powodu, że natura jest biedna lub dlatego, że bogactw nie wystarcza dla wszystkich. Natura jest jak Bóg, jest niewyczerpalnym magazynem energii i nawet jeśli któraś z form się chwilowo skończy, a człowiek będzie nadal na tym etapie rozwoju, że będzie potrzebował tej skończonej formy, to jest on w stanie stworzyć swoim umysłem wszystko czego potrzebuje. Ludzkość jako gatunek zawsze opływał i będzie nadal opływał w dostatek, ponieważ natura została stworzona dla rozwoju jego życia. Więc jeśli pojedynczy człowiek odczuwa niedostatek to znaczy, że jego myśl nie jest właściwa. Żyjemy w świecie myśli, a to znaczy, że energia która jest potencjalnością wszystkiego (jest bezkształtem) przyjmie każdy kształt, każdy ruch, każdą kreację, którą wyrazimy we właściwy sposób. Oczywiście nic nie dzieje się natychmiast. Myśl jest jak ziarno, które po włożeniu do ziemi potrzebuje czasu na wzrost, ale możemy być pewni, że ziarno jabłoni urodzi jabłoń, ponieważ i energia i ziarno posiadają inteligencję. Jeśli zrozumiesz i będziesz świadom (rozumienie i świadomość nie jest tym samym), że prawdą jest, iż wszechświat jest obfitością wszystkiego czego zapragniesz, to nawet wtedy, kiedy chwilowo będziesz otoczony przez biedę i niedostatek zdobędziesz tyle mocy, aby stawić czoła temu, co jest tylko pozorem. Ponieważ niedostatek jest tylko pozorem - rzeczywistością jest obfitość.

Edmund Berg


(*) ponieważ NBP nie publikuje danych na temat ceny produkcji banknotów cena jest szacunkowa. Według danych amerykańskich cena produkcji 1 dolara wynosi 0,035$. Ponieważ banknot 200 PLN ma lepszy papier i druk - pomnożyłem cenę produkcji dolara razy 3, co daje mniej więcej 35gr. za sztukę.
 

.

Obraz i Kosmita

W listopadzie tego roku minie 60 lat odkąd żyję na tym skrawku wszechświata, który nazwaliśmy ziemią. Przez cały ten czas słyszę pytania: czy istnieje Bóg, czy istnieją kosmici, po co człowiek żyje, jak być szczęśliwym, etc. Będąc jeszcze dzieckiem zastanawiałem się więc nad tym dlaczego dorośli są tacy głupi i zadają ciągle te pytania - znając na nie odpowiedzi?

Weźmy za przykład kosmitów. Przecież oczywistym jest, że kosmici istnieją ponieważ sami nimi jesteśmy. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że istnieje wszechświat - czyli kosmos. Jeśli więc wsiądziemy na hulajnogę ( np. wahadłowiec) i oddalimy się - tyciu tyciu - od miejsca w którym żyjemy zobaczymy małą kuleczkę tańczącą i wirującą sobie w tym kosmosie. Co prawda kosmitów na niej nie zobaczymy, ale i bez tego wiemy, że jest na tej kuleczce mikroskopijny punkcik, który jest naszym domem lub mieszkaniem, bo stamtąd właśnie przed chwilą przybyłeś Ty - czyli kosmita. Żyjesz tam w dodatku z Bogiem, a raczej "w Bogu", bowiem wystarczy tylko zamienić słowo "wszechświat" na słowo "Bóg" i wszystko gotowe.

To prawda, że dość trudno dokonać tej zamiany słów, ponieważ wydaje się nam, że o Bogu coś wiemy. Przez całe nasze życie ( i życia naszych pramatek i praojców) albo straszono nas tym bogiem albo wmawiano nam, że zostaniemy przez niego kiedyś nagrodzeni ( oczywiście jeśli będziemy ich poddanymi oraz w trudzie i znoju będziemy pracować nad utrzymaniem ich władzy nad nami dla ich dobrego samopoczucia i wypasionych brzuchów ). Starali się (i robią to nadal) wmówić nam, że bez ich pośrednictwa nie dotrzemy do boga, a my zapomnieliśmy, że nie musimy nigdzie docierać zresztą tak samo jak nie musimy czekać ( zasłużyć sobie) na "życie wieczne" - bo właśnie w nim jesteśmy. Bowiem wszechświat ( czytaj Bóg ) jest wszystkim co jest, a na dodatek nie jest tak na prawdę "materialny".

Wszystko co istnieje zbudowane jest z tego samego - czyli energii. Czy to będzie myśl, czy drzewo, człowiek, planeta czy budynek wszystko to jest tylko innym - w formie - skupieniem energii. Po co więc nauka zajmuje się poszukiwaniem ( bo niczego nie tworzy ) tego, z czego składa się wszechświat? - odpowiedź przecież jest gotowa - z tego samego ! Wszystko ! jest z tego samego ! To, że czegoś tam nie ma na ziemi albo na księżycu znaczy tylko tyle, że jest gdzieś indziej. To tylko kwestia tego skąd patrzysz - tak jak było z dostrzeżeniem kosmitów.

Ale jak to wszystko ma się do słowa "obraz", który jest w tytule?
To prawda, że równie dobrze mogłyby być tam takie słowa jak rzeźba, malarstwo, muzyka, sztuka, książka czy wiersz - wybrałem słowo obraz, ponieważ sam nie potrafię namalować niczego na co chciałbym patrzeć i z czym chciałbym być w jednym pokoju. Wracajmy więc do tytułu tych rozmyślań - czyli do "Obrazu i Kosmity".

Jeśli przyjmiemy zatem, że Bóg i wszechświat to to samo. Musimy też przyjąć, że Bóg na pewno istnieje, ponieważ nie kwestionujemy istnienia wszechświata (inaczej mówiąc - wiemy, że na pewno jest). Jeśli wszystko co istnieje zbudowane jest z energii to my - istoty ludzkie - jesteśmy zbudowani z tej samej substancji co sam Bóg, co z kolei znaczy, że możemy nazwać się Jego dziećmi czy aspektami.

Załóżmy więc, że Bóg stworzył to wszystko po to, aby nie tylko być ( bo był zawsze ) ale i doświadczać poprzez swoje "twory" samego siebie. Ponieważ On wszystko ma ( takiemu to dobrze ) - to oczywistym jest, że niczego nie potrzebuje ( nawet naszej czci i uwielbienia ). Czego więc Bóg może chcieć? Zapytam inaczej: czego chcą ( a przynajmniej powinni chcieć ) rodzice dla swoich dzieci? Ja, jako ojciec pragnę ich szczęśliwości, wolności oraz aby tworzyły nadal to co zacząłem ja lub inni ludzie - tylko lepiej od nas. Więc dał Bóg dzieciom swoim talenty różne, aby wraz z nim marzyły i tworzyły dla dobra własnego i "całości" jako takiej. I tak istniejemy sobie z tymi darami, które wykorzystujemy na różne sposoby i w różnych celach. Tak naprawdę pozostanie po nas tylko to co stworzyliśmy lub do stworzenia czego przyczyniliśmy się.

Zatem myślę, że każdy kosmita powinien mieć w swoim domu oryginalny obraz, rzeźbę czy inne dzieło ludzkiego talentu. Nie reprodukcję, nie kopię, bo one nie zawierają energii. Owszem, mogą być piękne, ale są martwe. Nie mają łączności ze swoim stwórcą nawet wtedy gdy on jeszcze żyje, ponieważ są tylko widokami stworzonego dzieła, więc nie są nawet zupą z proszku.

Obraz, to nic innego jak żywa energia, myśl, natchnienie, które inspiruje swego właściciela do nowych działań, przemyśleń, radości i zachwytu. Dzieło sztuki - to pewnego rodzaju magiczna brama, punkt styczny, sposobność i miejsce spotkań - materialnego z duchowym, ludzkiego z Boskim, przeszłości z przyszłością. Życzę Wszystkim wielu takich spotkań i zapraszam do naszej galerii.

Myśli tu zamieszczone wziąłem z niczego czyli z głowy :) - patrząc na mój ulubiony obraz z naszej kolekcji.


 

.

Sztuka aktu, goła baba, erotyzm, pornografia

Nie wiem czy potrzebne i możliwe jest odróżnienie jednego od drugiego ale można przynajmniej spróbować - choćby dla zabawy, treningu umysłu, czy dla możliwości usłyszenia własnych myśli i zderzenia ich z pomysłami innych ludzi. Myślę, że nie jest właściwym narzucanie tych (ani żadnych innych) pojęć ponieważ za kilkadziesiąt lat mogą okazać się one tak trafne jak teorie o ruchu ziemi sprzed Kopernika, nie mówiąc już o tym, że to każde z nas ma prawo decydować o tym, co jest lub nie jest dla niego właściwe. Można jednak - i tak może trzeba - wyrażać swoje mniej lub bardziej beznadziejne opinie, aby inni mogli się z nimi zderzyć.

Akt w sztuce, akty artystyczne, sztuka aktu, nagość, zmysłowość, erotyzm, piękno nagości, akt kobiecy, sztuka, seksualność, etc. - to najczęściej spotykane slogany, które wykorzystywane są obecnie zarówno przez malarzy, rzeźbiarzy, speców od reklamy jak i agencje towarzyskie. Prawie nikt nie mówi o pornografii, bo to rzecz - z powodów kulturowych i religijnych - uznawana za niewłaściwą choć osobiście nie do końca jestem o tym przekonany. Ponieważ gdy muszę czasami wybierać pomiędzy nagością a przemocą - wybieram nagość.

Oczywiście nie zawsze odpowiedź jest tak łatwa. Kiedyś bowiem przeczytałem reklamę w pewnej gazecie, że "gołe baby" pokazywane na ulotkach agencji reklamowych, to takie same "gołe baby" jak te pokazywane na wystawach czy w pismach typu "Playboy", "CKM" i że nie ma czegoś takiego jak sztuka, gdy mamy do czynienia z "gołą babą". Z drugiej strony mamy do czynienia z całkowitym obłędem reprezentowanym choćby przez twórców reklam, którzy uważają, że aby pokazać działanie szamponu, funkcjonalność łóżka czy smak czekoladki - należy pokazać najmniej kobietę nagą, choć najlepiej to kobietę nagą i osiągającą orgazm. To przecież czyste szaleństwo !! ( nie mówiąc już o tym, że sama reklama - jako taka - jest bezmiernie głupia)
Choć akt w malarstwie jest dzieckiem renesansu, trzeba nadmienić, że już starożytne freski z Pompejów już przedstawiały nagich ludzi. Malarstwo antyczne jest jednak zwykle pomijane w historii aktu, jako że pozostawało ono przez długi czas nieznane, i jego wpływ na rozwój tendencji artystycznych jest właściwie żaden. Wartości artystyczne tych obrazów są ponadto raczej wątpliwe, a z racji genialnego rzeźbiarstwa tego okresu, malarstwo pomija się zwykle milczeniem.

Malarstwo średniowieczne było natomiast w całości religijne, a chrześcijanie - w przeciwieństwie do Greków - wstydzili się nagości i uważali ją za coś niestosownego. Stąd też przez setki lat Jezus, Matka Boska i wszyscy święci byli starannie ubierani, choć kościół ani wtedy, ani teraz "święty" przez to nie był. Istnieją jednak przekazy, że niektórzy słynni malarze późnego średniowiecza zajmowali się w wolnych chwilach tworzeniem dość frywolnych dzieł (zwykle na zamówienie bogatych mieszczan). Jednak w 1503 roku - Rafael Santi - już bez żadnego skrępowania ukazał światu "Trzy Gracje", a następną barierę pokonał Giorgione w 1508 roku, malując słynną "Śpiącą Wenus", której dłoń położona na łonie od lat jest oskarżana o "nieprzyzwoite" ułożenie palców. Nie ulega wątpliwości, że Giorgione pozwolił sobie wtedy na niewielką prowokację, jednak później pozycję Wenus powtórzył Tycjan w swojej "Wenus z Urbino" (1538), a Manet nawiązał do niej z "Olimpią".
Następnie Jean-Auguste-Dominique Ingres zasłynął jako twórca klasycyzujących i subtelnych aktów kobiecych, gdyż jego "Wielka odaliska" (1814) przedstawia widziane od tyłu, subtelnie rozciągnięte ciało niewolnicy. Jak manieryści, Ingres łamie świadomie prawa anatomii, wydłużając plecy kobiece o co najmniej kilka kręgów. Orientalna twarz modelki oraz miękka faktura i staranny koloryt obrazu wyznaczają ideał klasycznego aktu. Po późnym renesansie właśnie malarstwo Ingres'a stanowi esencję stonowanego aktu.

Gustaw Courbet namalował ( w 1866 r.) skandalizujący "Początek świata", który przedstawia z ginekologiczną precyzją kobiece łono, ale Courbet był skandalistą swoich czasów, więc uszło mu to na sucho. Po nim, różni artyści ponawiali to "pornograficzne" kadrowanie, zwykle jednak w celach prywatnych (mistrzem tutaj był Modigliani). Courbet udowodnił światu, że galerie sztuki zniosą nawet tak "wynaturzony" akt i może on być czymś pięknym i naturalnym. Nie można też pominąć w historii aktu "Mai nagiej" i "Mai ubranej" Goi. To para identycznej wielkości obrazów, przedstawiająca tę samą kobietę - na jednym obrazie nagą, na drugim ubraną, które znajdowały się przez pewien czas w domu księcia Alkudii. Jak głosi legenda, finezyjny mechanizm na ścianie ukrywał nagą Maję przed wzrokiem niepowołanych. Dopiero w gronie przyjaciół książę Manuel pociągał za dźwignię, "rozbierając" Maję ku uciesze zgromadzonych (czego dzisiaj nikt by nawet nie zauważył).

Ekspresjonizm wprowadził element abstrakcji, czyli zniekształcenia postaci ludzkiej, jak np. w "aktach" Willema de Kooninga. Element ten zmuszał odbiorcę do zastanawiania, czy mamy tu do czynienia z przedstawieniem nagiego ciała, czy też nie. Bowiem "Kobieta" de Kooninga z 1950 roku jest z trudem dostrzegalna pod warstwą ekspresjonistycznych smug, choć po bliższej analizie okazuje się faktycznie naga.
Podobne elementy dostrzegamy w twórczości "naszego" genialnego artysty Eryka. Jego akty to magia kolorów, kolorystyczne rozwibrowania (wręcz nadkolorowość) oraz - w pierwszym kontakcie - pewna zagadkowość co do formy ukazywanej postaci. Jednak tak naprawdę to nade wszystko jest to mistrzostwo ukazywania chaosu myśli, ciepła, tęsknoty i łączenia piękna z surowością. Jego prace są jednocześnie realne i duchowe. Tutaj rodzi się zasadnicze pytanie, co widz chce tak naprawdę zobaczyć w obrazie przedstawiającym akt kobiecy? (patrz: One na planie filmowym )

Akt jest i dzisiaj głównym łącznikiem z klasyczną sztuką i zarówno dawniej jak i współcześnie wywołuje takie same emocje. Sex, erotyka, pornografia to pojęcia, które jeszcze nie tak dawno stanowiły tabu, a które dzisiaj nagminnie występują chociażby w fotografii artystycznej. O tym, że kobiece ciało jest piękne i kuszące nie trzeba nikogo przekonywać. Nawet ciało o kształtach rubensowskich może się podobać, pobudza bowiem fantazje, rozbudza zmysły, zmienia nasz stosunek do ciała i jego postrzegania.
Fotografia lub obraz nagiej kobiety u jednych może budzić zgorszenie, dla innych może być sztuką. Myślę, że wszystko zależy od rodzaju wykonanej fotografii czy obrazu, od tego czy są one nastawione na pokazanie piękna ludzkiego ciała czy przedstawienia go jako erotyczny akt. Natomiast czy prace pokazują mężczyznę czy kobietę, to nie ma już żadnego znaczenia, gdyż wszystko zależy od tego dla kogo dane dzieło jest kierowane i jakie ma przesłanie

Zatem pozostajemy przy zdaniu, że zadaniem aktów jest ukazanie piękna ludzkiego ciała, który wyzwala w odbiorcach pozytywne emocje, wzbudza refleksję nad przemijaniem i upływem czasu, młodością i starością, pięknem ciała, które działa na zmysły i wyobraźnię, porusza, skłania do uczuć – miłości, pożądania, współczucia, a czasem i smutku czy radości. Piękno i nagość przez każdego z nas mogą być odbierane subiektywnie zarówno w sensie pozytywnym jak i negatywnym. Niewątpliwie piękno jest czymś niezwykłym i niejednolitym, i mimo że w każdej epoce przybierało inną postać, zawsze pozostawało ideałem.
 
» Start   » Galeria   » O nas   » VIPy   » Inwestycje   » Licytacje   » Informacje dla artystów   » Polecamy   » Blog   » Pytania i odpowiedzi   » Kontakt
Powered by CMS Starla Admin v3
Design by dezign.pl

.